piątek, 13 lutego 2015

wszystko się zmienia....

czas na nowy adres.

Standardowo proszę o Wasze maile pod tym postem, adres nowego bloga wyślę pocztą ;)

słoneczno-śnieżne pozdrowienia dla Was !

:)))

niedziela, 5 października 2014

kolorowo !

W pewnym magicznym mieście, jest takie miejsce. Bardzo radosne, inspirujące, kolorowe i z przesłaniem.
Niby normalne schody. Schody pomalowane kolorową farbą. Nie są to jednak zwyczajne schody. Przynajmniej nie dla mnie :)



Po kolejnej burzy, postanowiliśmy ochłonąć i odwiedzić Kraków, który już dawno mieliśmy w planach. Nie była to jednak typowa wycieczka, w planach nie mieliśmy zwiedzania typowych miejsc dla tego miasta. Mój cel był jeden - schody !


Żeby osiągnąć cel, łatwo nie było. Choć nie błądziliśmy za bardzo, po dłuuugiej wycieczce byliśmy na miejscu :)






Piękne miejsce, do którego, mam nadzieję, wrócimy nie raz :))) 


wtorek, 9 września 2014

i'm back !

Bo to jest tak, że jak mi źle to pisać nie chcę, bo po co narzekać. A jak mi dobrze to pisać nie chcę, bo po co zapeszać. No i tak kilka razy w tygodniu wchodzę sobie tutaj, myślę, myślę.... i wychodzę. Wolę poczytać, pokomentować czasem.
Ale tak być nie może.
Bo gdzieś w końcu uciekną te chwile warte zapamiętania. Choć o reset mózgu bardzo trudno, to jednak jest możliwość, że ktoś ktoś sformatuje jakieś partycje i utracę cenne wspomnienia.
No a dzieje się przecież, nawet jak nie dzieje się nic.

Choć przyznać też muszę, że ostatnimi czasy wolałam swój świat mieć tylko dla siebie. Kiedyś lubiłam dzielić się mym szczęściem, opowiadać o nim. Ale wiem, że to ryzykowne, już nawet nie chodzi o zapeszanie. Ale szczęście chce mieć każdy. A ja nie chcę swego oddawać.
Niektóre rzeczy warto zamknąć na tej chronionej partycji, tej tylko dla nas.
Bo niestety takie czasy, że nie wiadomo z której strony przyjdzie cios. 
Ciosy przyjmujemy na klatę z pokorą, otrzepujemy się i mimo złych snów pędzimy dalej, przed siebie.
Łapiąc każdą pozytywną chwilę :))) 

sobota, 10 maja 2014

Mało nas tu.

Od jakiegoś czasu tak jakoś trudno mi pisać. Smęcić nie chcę, a jak jest dobrze to... albo nie ma czasu, albo strach zapeszać :)
Ale codziennie sobie obiecuję, że wrócimy na dobre.
Że uwiecznimy każdą chwilę.

Wrócę. Jak zawsze.


poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Interes

Dziś rano, gdy otworzyłam oczy ujrzałam Lilę budzącą mnie machając banknotem 20 zł przed nosem.
Pewnie gdyby umiała mówić, rzekłaby:
- Mamooo, wstań już, dam Ci za to dwie dyszki.

Przekupa.




sobota, 15 lutego 2014

Historia Pewnej Znajomości



Był sam początek września.Piątek.
Ona, świeżo upieczona studentka, po pierwszym dniu w nowej pracy, pracy którą pokochała bardzo, choć nie trwała zbyt długo. Pracy w przedszkolu. Pełna optymizmu, szaleństwa, uśmiechu. Długowłosa blondynka, która czerpała z życia garściami.
On, uczeń 3 klasy technikum, po uszy zakochany w piłce nożnej, pewny siebie, lovelas. Czarnowłosy chłopak o ciemnej karnacji.




Ona umówiła się z kolegą, mieli iść na koncert Myslovitz. Koncert w jej rodzinnym mieście, z okazji 10lecia zespołu. Kolega miał zabrać Jego, którego niemalże Ona poznała na koncercie Kombi w ich rodzinnym mieście. Minęli się jednak. Ona miała zapoznać Jego ze swoją koleżanką. Jednak koleżanki tamtego dnia nie widziała. Czekała więc na przystanku z przyjaciółką na autobus którym mieli przyjechać oni.
Zapoznali się, poszli do sklepu po małe co nie co i wyruszyli na koncert. Atmosfera luźna, śmiechy, wygłupy...
Z koncertu nie zapamiętała dużo. Zapamiętała kogo tam zobaczyła, zapamiętała jak On stał za nią, jak w pewnym momencie objął jej odsłonięty wtedy przez bluzkę brzuch. Nie pomyślała o nim za dobrze, no 'co za koleś'. Tyle.
Pamięta za to powrót na przystanek. Przystanek znajdował się dość daleko,  minuty dzieliły nas od przyjazdu ostatniego autobusu, którym mieli wracać. Ona powiedziała 'podbiegnijmy ! ' , na co On, że jemu się nie chce. Wiedząc, że On trenuje piłkę nożną, pomyślała znów 'co za koleś o_O ' .
Na autobus jednak zdążyli. Umówili się jednak wcześniej, że jutro się spotkają, że pojadą na dyskotekę.
Na następny dzień okazało się jednak, że jej koleżanki 'nawaliły', nie chciały jechać. Nie stało to jednak na przeszkodzie, żeby chłopaki przyjechali do nas, spędzili czas na świeżym powietrzu.
Miejsce często odwiedzane z jej przyjaciółką, Ogrodnictwo. Było wesoło. Nagle Oni zostają sami. Ona pamięta jak On pokazywał jej swój telefon. Nie wiedziała czym tu się chwalić i o co chodzi. Przecież telefon był zepsuty. Do tego nie dało się włączyć tego, co się chciało. "Ja chce wejść tu, a on wchodzi tu, no zobacz". Ona patrzyła i się uśmiechała. Zapamiętała jeszcze z tego wieczora Jego tekst "ja zawsze mam to, czego chcę", pomyślała wtedy "yhymm , zobaczymy". Zapamiętała rozmowę z Jego kolegą, sam na sam, w drodze do sklepu. "Co o nim sądzisz?". Odpowiedziała coś wymijająco.
Oni odjechali, Ona została z koleżankami. Dostała SMSa. Od Niego. Wtedy już wiedziała. Wtedy, jak to zwykle bywało, odpisała "KAŻDY POWINIEN MIEĆ SZANSĘ" . Jej SMS jednak był o wiele dłuższy, pisała go pół nocy przecież. Dlaczego tak się starała, żeby nie napisać nic złego ? Przecież miała mu pokazać, że nie zawsze będzie miał to, czego chce.
W trzeci dzień znajomości miała pojechać z koleżanką na grilla, który organizował Jego kolega. Zwątpiła jednak. Nie chciała. Kolega z koleżanką jednak długo ją namawiali, mimo oporów zgodziła się.
Pojechali, na przystanku czekał On. Rozmawiali. On z kolegą. Śmiali się. On opowiadał swój powrót z meczu, wesoły autobus - tyle zapamiętała. Ona w tym czasie próbowała zapamiętać drogę na przystanek. "w prawo, w lewo.. znów w prawo, za główną ulicą. Potem w lewo, w prawo i jest Jego dom. Czyli z powrotem wszystko w drugą stronę. Zapamiętałam".
Przed samym końcem dotarcia do celu, On pokazał koledze telefon. Kolega powiedział jedynie 'przestań, trzymaj się tego co wcześniej. Browara*.' Yhym, Ona nie wnikała.
Z grilla zapamiętała jak Jego znajomi namawiali ją do picia. Nie miała ochoty. Zapamiętała ich tekst do Niego 'polej dziewczynie', na co odpowiedział 'to nie jest moja dziewczyna'. No przecież, że nie o to im chodziło. Ale Ona swoje pomyślała. Po grillu, jako że było dość późno, poszli do Niego. Koleżanka z kolegą zasnęli. Ona spać nie chciała pod żadnym pozorem. 'Wracam pierwszym autobusem do domu'.
siedzieli razem przed komputerem, On puszczał jej piosenki. Pierwszy raz je słyszała, przecież do tej pory liczył się tylko hip hop. A tu całkiem inne klimaty. W końcu powiedział jej, żeby sama wybrała coś z jego kolekcji. Długo szukała. No w końcu ! W końcu coś co znam. Włączyła. 'Pewnie tylko tą piosenkę kojarzysz z tych wszystkich' powiedział, odparła od razu 'wcale nie, ale ona jest fajna' ;) . No cóż...
Zaczął mówić.... 'co to za koleś, zna laskę dwa dni i od razu jej pisze, że mu się podoba......' .
Pomyślała 'aha, spoko, czyli nic z tego, luzik'
Jednak On dokończył swą mowę: '.....a teraz WSZYSTKO zależy od niej! '.
Ona natychmiast zareagowała. Z biegiem czasu można pomyśleć, że stała za nią ta krowa. Krowa milka. Popchnęła Ją na Niego, to dlatego ich usta się spotkały. No bo przecież miała mu pokazać, mimo, że każdy powinien mieć szanse...
Jednak w tym momencie coś zaiskrzyło. W tym momencie Ona to poczuła, choć nauczona była podchodzić do takich sytuacji z dystansem.
Wtedy jeszcze nie wiedziała. Nie wiedziała, że to będzie jej mąż. Nie wiedziała, że to będzie ojciec ich dzieci. Nie wiedziała, że pokocha nad życie. Nie wiedziała, że nie będzie mogła przestać. Nie wiedziała, co po drodze ją spotka.
Mimo wszystko, cieszy się, że to wszystko przeżyła.
Kocha wciąż tak samo mocno, wciąż w ogień za nim pójdzie...








*Browar - jej przezwisko z obozu, na którym poznała kolegę. Jako jedyna była pełnoletnia. Jako jedyna pełnoprawnie mogła ich wszystkich zaopatrywać.....

środa, 22 stycznia 2014

Miało być

inaczej...

Miał być piękny pokoik, kolorowe ściany ze zdjęciami, piękne malutkie łóżeczko szczęśliwej dziewczynki... Stoliczek, przy którym będziemy pić herbatkę z misiami.
Półeczki z zabawkami. Szafa pełna skarbów...

Sypialnia z łóżkiem, które zachowa najwspanialsze wspomnienia. W której kiedyś stanie łóżeczko dla braciszka...

Piękny salon, tętniący życiem, pełny radości, zabaw. Zdjęcia. Dużo zdjęć. Zasady spisane, wiszące i przypominające o tym, jak żyć. "kominek" z masą świeczek.

Kuchnia w której unoszą się najpyszniejsze zapachy, w której będziemy razem kuchcić, rozsypywać mąkę, cukier na szczęście....

Co będzie? Puste ściany, głuche pokoje. Misie posadzimy na podłodze i nakarmimy biszkoptami. Położymy się spać we dwie, w starym łóżku, które już nigdy żadnych wspomnień nie zachowa. Pusta kuchnia z obdrapanymi ścianami... Łóżeczko z braciszkiem nie stanie w sypialni... łóżeczko oddamy, aby nie kurzyło się puste, w piwnicy...

Ile złego może wyrządzić jedna zła decyzja. Decyzja, która miała przynieść szczęście nam wszystkim. Zła aura pokazała, na co ją stać. Czasu nikt nie zatrzymał, czas pognał jak opętały, wybrał niewłaściwą ścieżkę raniąc dotkliwie. Zabijając cały świat.
Brak sił...

Na pytania nie ma sensu odpowiadać, nie pytajcie....



sobota, 18 stycznia 2014

Grzeczna dziewczynka.

Idziemy ulicą. Lila jakoś się chwieje.
Mówię do niej:
-Lila, patrz pod nogi!

Co na to Ona ? Kuca i sprawdza co ma pod stopami rzecz jasna. Przecież to oczywiste ;)


wtorek, 31 grudnia 2013

Chwilo trwaj !

Magiczny czas minął, ale magia jakby została... Dawno już nie spędziłam tak miło takiego kawału czasu :)
Dużo od świąt przebywamy poza domem, co bardzo dobrze na mnie działa (jak nic zła aura mnie tu dobija!), gdy wracamy Lila bardzo szybko idzie spać, a my mamy czas dla siebie... Z którego w końcu korzystamy jak należy! Razem, nie obok...
Gdy jednak okazuje się, że dochodzi godzina 3 w nocy, a Lila może wstać nawet o 5 zasypiam jak najszybciej, aby naładować w pełni akumulatory na następny dzień. Wczoraj jednak wyjątkowo wcześnie zakończyliśmy dzień... o 1 ;)
Chciałabym, aby ten czas trwał wiecznie.
Patrzę na Lilę i widzę szczęśliwe dziecko. Rozbraja mnie codziennie swym zachowaniem, bystrością, przebiegłością, kombinatorstwem...
Patrzę na Niego i widzę człowieka, który jest najlepszym tatą  pod słońcem. Jak każdy ma swoje wady,  ale  taty takiego można pozazdrościć. Wiedziałam to od zawsze, że ojcem będzie dobrym :) 
Patrzę na siebie i ... się nie poznaję ;)  jakaś wewnętrzna zmiana nastąpiła we mnie,  czerpię z tego ile wlezie :)

Nowy rok ?  Niech będzie taki jak stary, to mi wystarczy.
Teraz wiem, że nie potrzeba mi nowych mieszkań, nowych samochodów (no, nie pamiętam takich czasów i choć nasz nawala to da się przeżyć...),  innych nowych materialnych rzeczy.
Wystarczy, że widzę nasze szczęście, że widzę, że warto było....
Brakuje jednej osoby. Ale On żyje w Nas, nasz Aniołek, wierzę, że czuwa nad nami i dba o te nasze uśmiechy.

Takie różne refleksje mnie dziś nachodzą... Jedyny smutek sprawia to, że dobre zaraz się skończy, On pójdzie do pracy,  Lila do żłobka... Ja będę się uganiać, aby ktoś mnie zatrudnił. Zacznie się ten młyn, na samą myśl mi przykro.

Czy jest tu ktoś kto potrafi zatrzymać czas? To ja poproszę....




poniedziałek, 23 grudnia 2013

Magiczny czas.

Miałam ponarzekać. 
Napisać o  obłudzie, o fałszu.  Chyba mało kto zaprzeczy, że w święta tego dużo.  Nie tylko z resztą w święta. 
Ale po co...
Boli mnie zło tego świata,  ale przecież tego nie naprawię.
Każdy o tym mówi, ale czy każdy widzi, że  również tworzy te zło ?  

Może chociaż w święta o tym zapomnijmy.  [choć ja do świąt o tym nie myślałam akurat;) ]

Wesołych świąt kochani. Nieważne kto jak obchodzi.  Czy z rodziną czy  w samotności. Nie ważne ile potraw, ile prezentów.  Zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy o tym, co czynimy.  
Zastanówmy się co tak naprawdę jest nam w życiu potrzebne i czy warto to mieć za wszelką cenę. Pomyślmy o innych. 
Spełniajmy swe marzenia,  idźmy do przodu...  
Dużo dobra, uśmiechu, zdrowia, szczęścia i miłości. Tej prawdziwej.

No, to życzenia dla Was, jakoś stały się i życzeniami dla mnie ;) 





Ps. nie potrafię częściej pisać. Chyba  jakaś niezapowiedziane zniknięcie czy coś tu było.  Już nawet nie obiecam poprawy, choć chcę tu być. Chcę jednak pisać dla Lili,  a  przez najbliższy czas nie wiem, czy będę umiała w ogóle.

czwartek, 21 listopada 2013

Z końca świata.

Tak się czuję właśnie, jakbym z końca świata tu przybyła. 
Nagle tyle spraw mi przybyło do załatwienia, to tu to tam, nagle tyle twarzy się odnowiło, odwiedzają, odzywają się, spotkania proponują. A przecież mieszkałam zaledwie 7 km. stąd !   Niedowiary.

Mieszkałam sobie na tym odludziu. W okolicy większy sklep to Biedronka była. Jakieś 20 minut spacerkiem. Gdziekolwiek indziej dotrzeć - w autobus trzeba było wsiąść (bądź w auto, ale no... jakoś wciąż się nie mogę przemóc).  Obywałam się ze wszystkim.
A tu nie. Tu trzeba ! 
Do tego doszły awiza. Tam miałam swą sąsiadkę, tam listonosze i kurierzy raczej mnie pamiętali - często paczki zostawiali naprzeciwko, nawet gdy ja nie zdążyłam po prostu otworzyć drzwi, bądź nie mogłam (gdy karmiłam Lilę, spałam i takie tam:P ).  Tu nie ma tego luksusu, trzeba na pocztę się udać.

No i jak już w końcu osiedliłam się w takiej aglomeracji (ha ha)  -  to może by  poszukać pracy ? Oooo i o to właśnie chodziło mi w poprzedniej notce :P Może nie tyle o pracę, co o.... żłobek Lili. 
Strasznie szybko się sprawy potoczyły, jutro będziemy znali decyzję, czy Lila została przyjęta czy nie.
Ale o tym innym razem, to jednak jest bardziej skomplikowany temat.
Tyle, że nie wiadomo kiedy ten następny raz będzie - ale mobilizuje się bardzo. 
Jednak... to już nawet nie, że nie mam siły pisać bloga, ale okazało się, że nawet ich nie starcza na czytanie Was !!  W życiu bym nie pomyślała,,,,, no ale przecież, że nadrobię :))

Dziękuję Wam bardzo za gratulacje :)))

poniedziałek, 18 listopada 2013

Nowe.

Tak jak Iza zgadła pod poprzednią notką - kupiliśmy nowe mieszkanie. Od 1.5 tygodnia jesteśmy przeprowadzeni :)))  Nic nie pisałam, mało mówiłam komukolwiek, bo i to wszystko przebiegało dość burzliwie. Nieważne jednak :))
Mamy swoje wymarzone 3 pokoiki, balkonu się w końcu doczekałam, powrotu do rodzinnego miasta (choć poprzednie chyba jednak bardziej mi się spodobało, ale przecież to tylko kawałek) i... długo by wymieniać :)
Fotek jednak dziś  nie będzie ani trochę bo... robiłam zdjęcia starego mieszkania i aparat zostawiłam u mamy :)  Z resztą póki co nie ma co pokazywać - zanim dojdziemy do tego, co chcielibyśmy tu mieć minie trochę czasu :) 

A za rogiem czai się kolejna zmiana.... której się trochę obawiam, ale z drugiej strony chcę. No ale i o tym później :P

sobota, 2 listopada 2013

Jak zwykle  blog zaniedbany.
Ale jak tu znaleźć siły po dniu pełnym takich wspinaczek


No bo takie, to już luzik, nawet jeśli Panna Lilianna stoi na drewnianym podłokietniku tegoż krzesełka,  które jest oddalone od stołu, a ona wisi na nim rączkami (w takich sytuacjach jednak nie w głowie mi aparat póki co - bo myślę, że może przywyknę w końcu do tego widoku...) . 


Bieganie po łóżku, czy wspinanie się na stoliczki, inne krzesełka itp też występują. Jeśli nie zejdę na zawał,  to będzie cud :)

Znajdujemy również czas na sprzątanie Lilowego pokoiku.  Na sprzątanie "Nowego", ale na to jeszcze przyjdzie pora, aby o tym pisać ;)


Na spacery czas znajdujemy.... 



 

I na  halołinowe przebieranki (no dobra, nie postaraliśmy się :P )


No, to do zobaczenia w grudniu !

(żartuję !! ) 

wtorek, 15 października 2013

Dzień Dziecka Utraconego

Dzięki Fundacji By Dalej Iść rodzice po stracie mogli uczcić ten dzień razem, w sposób wyjątkowy.
Nie powinno ich tam być. Dzieci nie powinny umierać, tym bardziej kiedy nie zaczęły jeszcze żyć.











środa, 9 października 2013

Zabrał tata córkę na spacer.

Matka nie marnując czasu wzięła się za sprzątanie kuchni.
Wrócił tata z córką. Okrzyczał mamę.
"Specjalnie poszliśmy na spacer, żebyś mogła się w spokoju drzemnąć, a Ty sprzątałaś !!!!!!"

Jak mogłam.....


wtorek, 1 października 2013

Miesiąc.

Tyle nas nie było tu.  Nie wiem jak to się dzieje, że niby nie robię nic (no bo przecież tylko SIEDZĘ w domu z dzieckiem), a na bloga mi nie po drodze. Co prawa Was czytam, a tu jakoś tak...

Położyłam się wczoraj do łóżka późną nocą. Próbowałam znaleźć odpowiednią pozycję do spania... Nagle usłyszałam to. Najpiękniejsze.Wspaniała muzyka... Wdech, wydech, wdech, wydech...... Oddycha. Spokojnie, bezpiecznie. ONA. Leży obok, a ja słucham jej oddechu. Widzę jak słodko śpi. Przytulam.
Jakie to szczęście. Że jest, że mogę ją dotknąć. Za nią widzę Jego. Mikołaja nie dotknę. Ale czy na pewno ?  Przecież, dzieci od nas nie odchodzą... On nie oddycha. Nie ma go, a jednak jest. Cząstka Jego jest w niej. Na pewno. Serce się raduje, bo jest Ona. Ale... czy byłaby ? Pytanie beznadziejne, bez odpowiedzi. Czy On jest w Niej, czy  Ona jest bo Jego nie ma? Czy gdyby był, to Jej by nie było ?
Są oboje. Czuje to....  Jakie to szczęście, że choć tego jednego oddechu mogę słuchać.
Nie ma nic piękniejszego....

15.10.2013  - Dzień Dziecka Utraconego. Pamiętajmy o tych, których obok nie ma... Dwa lata temu Mikuś dostał swojego balonika. Parę dni później dostaliśmy odpowiedź. Najpiękniejszą. 9 miesięcy później tuliłam tego małego Kurczaczka mocno, wiedziałam, że to nie stało się od tak.
Wiedziałam, że Mikuś odczytał to, co mu przekazaliśmy....
http://www.dlaczego.org.pl/ 



"Widzicie na niebie te chmurki? Na każdej chmurce siedzi sobie dzidziuś i czeka aż jego mama i jego tata zawołają go na ziemię. Wtedy się rodzi."  
 

środa, 4 września 2013

Fascynujący czas.

Zdecydowanie się zaczął ten okres, kiedy to niektóre rzeczy są dla mnie niepojęte. Bo jak to możliwe, że mały człowiek, który przecież parę dni temu był taki niekumaty,  dziś już tyle potrafi ?
Mówię 'idź piciu' ona idzie, pije.
Mówię 'przytul się teraz do taty' ona idzie do taty, przytula, w gratisie buziaka da.
Pytam 'gdzie piłka/okulary/piesek itp' ona pokazuje.
Pytam 'gdzie oko' - pokazuje, drugie też.
Zachęcam 'przybij piątkę' - przybija, nie raz a pięć.
Pytam 'chcesz się kąpać' - całym ciałem podskakuje próbując zedrzeć z siebie ciuszki.
Mówię 'kładź się' - ona się kładzie
Proszę 'powiedz mama' mówi..... ADA bądź MADA (na Ty jesteśmy tak po prostu;D)
No wymieniać można i można.
I jak to możliwe ?  Niesamowite było to, jak zaczęła obracać się na boczki, siedzieć samodzielnie, raczkować... ale zdecydowanie nic nie pobije tego co się dzieje teraz !
Zawsze fascynował mnie ten okres u malców, teraz mam to na co dzień. Chłonę każdą chwilę, próbuję zachęcać do coraz to nowych rzeczy, aby nie zmarnować tego czasu.
Widzę też ten bunt. Mateusz często określa to mianem "bezstresowego wychowania". Nie wiem czy można inaczej wychowywać takie maleństwa, ale wiem, że to nie błąd wychowawczy, a normalne zachowanie tego wieku. I tak późno zaczęła, za to z impetem :P
Potrafi w centrum handlowym czy autobusie rozryczeć się na maxa, piszcząc ile sił. Póki wiem, że nie dzieje jej się krzywda, przetrwam. Najgorzej gdy zaczynam myśleć, że jednak coś boli, że to nie bunt. A i tak pomóc nie mogę. Ale próbuję. Robię wszystko co w mojej mocy.

A najbardziej  oczekiwana czynność też osiągnięta! W końcu !  Mały leniuszek nie miał zamiaru za szybko to zrobić, nie naciskałam,  czekałam cierpliwie, wiedziałam, że dla niej to lepiej, jednak doczekać się nie mogłam... Ale ! Dzień przed ukończeniem 14stego miesiąca Lila wstała i poszła... po okulary swoje, Babiatorsy  poszła.
I chodzi coraz częściej, jednak  nie ma to jak na czterech ;)



wtorek, 27 sierpnia 2013

Każde dziecko jest naj ;))

Miałam pisać już tydzień temu.
O sportowym weekendzie.
O sobocie gdzie z zaciekawieniem wpatrywaliśmy się w zawody Sosnowiec Cup 2013





W niedzielę za to kibicowałyśmy tacie na boisku




i nauka chodzenia po meczu...... ;D


Mecz skończył się słabym dla nas wynikiem, ale tego dnia jednak nie to było najważniejsze. "Po meczu do szatni wtargnęli chuligani" jak to określały portale internetowe. Przykra sprawa, drużyna się posypała, ale dają radę :)  Żal, że w tych czasach panuje prawo dżungli. Wygra najsilniejszy.

No ale dziś chciałam o tym, że każde dziecko jest najlepsze.

Te żywe, roztrzepane, często nieusłuchane - no tak, dobrze mieć takie żywiołowe dziecko, nie takie mimry z mimrami, flegmatyczne, co to będzie tylko maminej spódnicy się trzymać, co to  świata nie spróbuje...
Te spokojne, grzeczne - jednak takie co to mamy słucha, takie ułożone, przy którym rodzic nerwów nie straci, który to zawsze za rączkę będzie chodzić jest super,  bo jak inne matki mogą sobie pozwolić na to żeby dziecko im na głowę wchodziło ?
Chłopak - fajnie, że mam synka, najlepszy to mężczyzna na świecie, nie muszę się martwić o córkę, bo wiadomo, że albo pilnuje się syna (mając go), albo pilnuje się wszystkich innych chłopaków (mając córkę)
Dziewczyna - noo dziewczynka to jest to, fryzury, za kilkanaście lat wymiany ciuchami, do sklepu będziemy razem, będziemy najlepszymi przyjaciółkami,  córka na pewno będzie mi bliższa niż byłby syn...
Te co walczy o swoje - bo w piaskownicy zawsze dostaje to czego chce różnymi sposobami to wywalcząc, no nie da sobie w kasze dmuchać...
Te co ustępuje- no bo grzeczne takie, zawsze się podzieli, nie jest samolubem...
Te jest najlepsze bo ładnie tańczy, a tamto najlepsze, bo wcześnie chodzić zaczęło, a jeszcze inne  tak szybko już mówiło no i przez to jest najlepsze......... 

A jaki z tego morał ?


 Wiadomo, prawda ? :)
Ale jakie to miłe, że to właśnie nasze dziecko jest najlepsze, najpiękniejsze i w ogóle naj naj naj :))) Ważne, żeby to dostrzec i nie wpadać w bezsensowne porównywania :)







wtorek, 13 sierpnia 2013

Radości z codzienności.

Każdy dzień przynosi nowe uśmiechy.
Każda chwila na wagę złota. Wiadomo, jak to wszystko mija.
Pamiętam małą kruszynkę, która leżała na mej jednej ręce. A teraz ?
Taaaka duża. Ucieka z tym zadziornym śmiechem przed mamą. Pokazuje co dzień, że coraz bardziej samodzielna. Pampersa przecież już sama ściągnie,  na stół wejdzie, na krześle chce sama, pić ze szklanki chce (jeszcze nie sama!)...
A ja tylko wspominam. Jak to było wtedy. Jak mi żal było, że ona wciąż rośnie.
Bo ja chciałam mieć takiego małego kurczaczka wciąż w ramionach.
A teraz ? Cieszę się na każdy postęp.
Dziwię się, że ona taka duża, co zauważam jak bawi się z innymi.
Raduję się, że ma tylu rówieśników do zabawy,
że  wciąż uśmiechnięta, że ludzi zaczepia...
Dumna jestem, jak każdy zaczepiony bądź nie, chwali jej oczka, zawsze to na pierwszym miejscu dla obcych. Albo słyszę ukradkiem komentarze na jej temat. Serce się raduje.
Uwielbiam jak ludzie się cieszą, że taka mała a okularki już nosi i to lubi! (przeciwsłoneczne)
Nie wiedziałam, że to wszystko może działać w ten sposób.

Będąc matką wiele rzeczy się nauczyłam. ONA mnie nauczyła. Gdyby nie Lila to bym nie doznała tylu rzeczy,  pewnie wciąż nie czytałabym etykiet,  nie wiedziałabym jak to jest mieć pozaczynanych  kilka książek na raz ( czy ja je kiedyś przeczytam?), nie poznałabym tylu wspaniałych ludzi, nie doświadczyłabym tylu uśmiechów na ulicy...

Pisać można bez końca, każdemu tego życzę, tego wszystkiego :)
Takiego szczęścia jak te poniżej :)


środa, 31 lipca 2013

Na trawce.......

W niedzielę, mimo tego upału, późnym popołudniem wybraliśmy się w pewne zielone miejsce....
Trochę pokićkały mi się dni, myślałam, że pooglądamy tam akrobacje rowerowe i inne takie, na miejscu widząc, że pustki, że nic się nie dzieje sprawdziłam raz jeszcze czy to oby na pewno tu.... no i się okazało, że tu, ale że wczoraj! ;)
No ale nie ma tego złego... Z miłą chęcią "posiedzieliśmy" na kocyku i odpoczęliśmy :)   Kto siedział ten siedział, a kto wariował z aparatem... ten aktywniej odpoczął! :P 










 


Pogodo trwaj!  Ale odpuść afrykańskie upały, pleaseeeee ;)