poniedziałek, 29 października 2012

4 miesiące.

Tak długo nas nie było tutaj. Tyle się pozmieniało.
Ale zacznijmy od dzisiaj, zanim się będziemy cofać w czasie :)
Dziś Lili kończy 4 miesiące :) Czas leci nieubłaganie .
Wczoraj zaliczyliśmy pierwszą 'zimową' wyprawę.


Jak widać, Lila trochę się 'topi' w kombinezonie, ale w zanadrzu mamy jeszcze drugi, może będzie bardziej dopasowany ;) (kombinezony 'spadkowe' ;) ).


W piątek Lila zobaczyła za oknem pierwszy w życiu śnieg :) Spać nie chciała o swojej porze, było grubo po 21 a ona czekała.. Jakby przeczuwała, że śnieg zaraz spadnie :) Po tym jak go ujrzała, zjadła i zasnęła słodko :)



poniedziałek, 24 września 2012

Jaka ona jest.. (import.)

Moja córka. Mój mały Skarb.
Niedawno koleżanka napisała mi, że do dziecka czasem przydałby się pilot. A tu masz ci los, dzieci były mądrzejsze i pomyślały o tym wcześniej ;)
Wystarczy jeden przeraźliwy krzyk, żeby rodzic w sekundzie był obok.
Wystarczy jeden uśmiech, żeby rodzic był w siódmym niebie.
Wystarczy trochę pogaworzyć, żeby i rodzic zaczął rozmowę/zaczął naśladować.
Wystarczy głośno purtnąć w pieluchę, żeby rodzic ją zmienił.
Wystarczy pomachać główką, żeby rodzic podał smoczka.

można by tak w nieskończoność...

A mąż mi wczoraj przypominał, jak to byłam w ciąży i płakałam, że co my zrobimy z takim maleństwem, że skąd będę wiedziała, czemu płacze itp itd.. No nie uwierzyłam mu! Gdzie on słyszał takie bzdury ? Przecież ja zawsze wiem, co potrzebuje moje dziecko ;)
Nie napiszę jak większość matek, że nie wiem jak to było, kiedy jej nie było. Że już nie pamiętam... Bo pamiętam, wiem. Wcale nie uważam, że te życie wtedy było puste... Bo było równie udane :)
Jednak Lili zrobiła rewolucję. Zawsze wiedziałam, że pojawienie się dziecka wiele zmienia w życiu. Ale wiedzieć, a przeżywać to, to jednak dwie różne sprawy... ;)

Jaka Ona jest? Ano Lilcia to nasz aniołeczek :) Nocki przeważnie przesypia już całe :) Są wyjątki, i mam nadzieję, że wyjątkami to pozostanie. Zasypia samodzielnie przed 21, bardzo rzadko na rękach, a tak straszyli, że ją przyzwyczaimy do noszenia. Dla mnie straszniejsza była wizja tego, że dziecko potrzebuje bliskości, a ja jej tej bliskości nie dam, bo przyzwyczaję. Pf.
Jak jednak zdarzają się te wyjątkowe noce, to przeważnie pół dnia potem nieprzytomna chodzę. Odkryłam, że nie ważne jak długo spałam, ale ile razy ten sen był nienaturalnie przerywany.
Nigdy nie pomyślałabym, że budząc się po 7 , w mojej głowie pojawią się myśli 'ale ja dziś długo spałam!' . Tym bardziej po tych późnych stawaniach podczas ciąży. Dzień się wtedy zaczynał około 11 przecież!
Jednak w te dni, kiedy Mate jest w domu (albo raczej kiedy to nie musi odsypiać nocki w pracy;)), jestem rozpieszczana i gdy Lila na dobre się obudzi, wędruje z tatusiem do salonu, a mateczka śpi dalej :) Z przerwami na karmienie oczywiście, bo nasza Maleńka potrafi być żarłoczkiem ;P

Karmiona wyłącznie piersią :) Ładnie przybiera na wadze, dziś waga wskazała 6 kilo :) Choć dla mnie to ona już z 10 waży;P Tak ciężko jest mi ją nad ranem z łóżeczka wyciągnąć, grawitacja wtedy chyba jest większa ;P
Urosła od urodzenia 7 cm.
A ja bym chciała, aby już zawsze była taka maleńka :)) Ale czasu nie zatrzymam, a jak czas leci, to jednak wolę, żeby rosła. Wiecie, boję się, że przez te moje myśli, ona naprawdę przestanie rosnąć!

W dzień nie jest bardzo zajmująca. Mam czas na wszystko:) Oczywiście trzeba znów zaznaczyć, że są wyjątki, ale ogólnie nie narzekamy:)

Kąpie się nasza Księżniczka co dwa dni.
Od pewnego czasu ja na to wszystko patrzę z boku :) Tatuś wyśmienicie sobie radzi:) Z resztą on, mimo, iż nie widział 'kąpieli pokazowej' w szpitalu, bardziej chciał tej pierwszej kąpieli niż ja ;) Ja się bałam! Chciałam to odłożyć na jutro, dziś dajmy spokój.. Ale nie, on był twardy i tak w lato kąpiel była codziennie, no bo w te upały to nie wyobrażam sobie inaczej ;) Na początku wyglądało to tak, że Mate ją trzymał, opowiadał jej o wszystkim, a ja mydliłam :) On spłukiwał, otulał, wycierał:)
Poszczególne części ciała, a raczej dbanie o nie, mieliśmy 'podzielone' . Ja bałam się pępuszka ;P Więc o kikucik dbał Mate. Czyścił, psikał itp. Trzymało się to bardzo długo, trochę przygód z tym mieliśmy;)
Ja czyściłam uszka, buźkę i oczka:)
Mate dbał o nosek, bo ja, kojarząc czyszczenie noska z czymś nieprzyjemnym, nie miałam sumienia. NA początku oczywiście były waciki nasączone wodą. Teraz waciki z solą fizjologiczną, czasami pomaga gruszka ;)
Lilcia uwielbia czyszczenie noska, cieszy się, gdy ją coś tam od środka smyra ;)
Gdzieś miałam filmik takiego jednego czyszczenia, może kiedyś wrzucę ;) Także odkąd odkryłam, że to fajna sprawa, przejęłam ten przyjemny obowiązek :)
Noi pazurki - oczywiście, jako pierwszy obcinał TATUŚ !
NA szczęscie i ja się później przemogłam :)

Lileczka nasza codziennie rozkłada nas na łopatki swoimi uśmiechami :), swoimi ahy'ami :) Tak pięknie gaworzy :)))


Noi dziś przeżyliśmy pierwsze (w sumie drugie, bo pierwsze było tuż po narodzinach) szczepienie. Bałam się jak cholera. Nie płaczu. Nie wydanej kasy (wybraliśmy 5w1). Boję się konsekwencji. Mam nadzieję, że te złe nas ominą, choć tyle się naczytałam, że uh.
Oczywiście nie obyło się bez tego płaczu przy wbijaniu igiełki. Myślałam, że odwagę będzie miała po mamusi, której ponoć nie straszne były szczepienia. Ale nie, nie ma tak łatwo.
Na szczęście, nie byłyśmy same. Zgadnijcie kto trzymał na kolankach Lili podczas szczepienia ? ;)))

środa, 19 września 2012

Chrzciny (import.)

16.09 nasze Skarbiątko przyjęło Chrzest Św. :)
Przed mszą, w domku dała nam do wiwatu. Przyjechała moja siostra, jej chrzestna i zaczęła Małą ubierać. Lilcia kocha być przebieraną, ale nie przez ciocie Olę ;P Był taki wrzask... Długo uspokoić się nie mogła, w domu powstało istne pobojowisko.. W sobotę wysprzątałam całe mieszkanie, niedziele wieczorem jak wróciliśmy to za głowę się chwyciłam. Tu jakieś grzechotki, którymi siostra cioteczna Lili (4 lata) próbowała ją uspokoić, tu buty, które siostra mi przywiozła a które ja miałam założyć (niestety wysokie szpilki nie dla mnie, może kiedyś się nauczę ich używać;) ), gdzieś się plączą zużyte chusteczki nawilżane, opakowani po ubrankach, butach, gdzieś w kącie pampers nawet się znalazł.. No długo by wymieniać. Ten obraz utwierdził mnie w tym, że bardzo dobrze, że 'imprezka' po mszy odbyła się w lokalu. Z resztą, w naszym małym mieszkanku byśmy się przecież nie pomieścili.

W drodze do Kościoła Lila się uspokoiła. Na początku mszy miałam obawy, bo co jeśli zacznie płakać? Każdy będzie się gapił i będę się z tym źle czuła. Na początku Mała spała, jednak organy ją obudziły. Na szczęście Lilcia była grzeczna :) Na 6 chrztów- ona najspokojniejsza:) Było jeszcze jedno spokojne dziecko - ale rodzice wciąż musieli z nim chodzić ;). No rosłam z dumy gdy słyszałam za plecami słowa podziwu dla niej (pewno gdybym nie miała tych obaw nie zwróciłabym na nie uwagi;)).
Mszę prowadził Ojciec Dominikanin. Było bardzo fajnie:) Pierwszy raz się spotkałam z tym, żeby dzieci świeżo ochrzczone były obdarowane przez cały kościół brawami ;)
Kazanie też ładne, jednak nasilały moje wzruszenia. Od początku mszy miałam mokre oczy gdy wspominałam jak to było, gdy byłam w ciąży z Mikusiem. Zawsze było mi słabo, przypominały mi się msze w tej parafii (chrzciliśmy w naszej poprzedniej parafii, nie obecnej, z tamtą jestem bardziej zżyta, jakby jakiś magnez był w tamtym Kościele).. Jak na kazaniu usłyszałam słowa, że dzieci nie należą do nas, a do Boga... Moje pierwsze dziecko na pewno. Ono jest z Bogiem... Lilcia jest przy mnie..
Jednak oboje są w moim serduszku i bardzo je kocham :))




Po mszy uczciliśmy ten wyjątkowy dzień w miejscu, w którym bawiliśmy się 4 lata temu na naszym weselu:)
Miło było się spotkać w takim gronie:) Choć nie powiem, czasami miałam dość gdy Lila lądowała na rękach mojej teściowej bądź bratowej bez mojej wiedzy. Leży sobie grzecznie w wózku, wiem, że jak wyląduje na rękach to będzie domagać się jedzenia, a chciałam szybciutko skończyć jeść to co mam na talerzu przed nakarmieniem jej... Mąż chcę ją wziąć na ręce, mówie zostaw.. po chwili się obracam a jego bratowa już buja Lili na rękach;|
Najlepiej podsumował to mój siostrzeniec (6,5 roku) 'czy ta Lila w końcu poleży w wózku? Ona już jest zmęczona, tylko na rękach i na rękach...' No trafił w samo sedno ;)
Hitem była też siostrzenica, która hasała w najlepsze gdy my w ciszy jedliśmy obiad... Nagle ona, z drugiego końca sali zawołała 'TATO, KUPĘ!!!'
Myślałam, że pęknę ze śmiechu ;PP


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Jak to się zaczęło czyli poród cz. 2 !! (import.)

Na porodówce przywitała nas położna. Miła, młoda kobieta. Kazała rozgościć się na łóżku i robić wszystko, żeby tylko mi było dobrze. Mówiła, e jedna kobietka chciała rodzić przy głośnej muzyce i tak też rodziła, bo skoro to jej pomagało, to czemu nie:) Ja jednak szczególnych wymagań nie miałam ;)
W między czasie ustalaliśmy kiedy zaczęłam mieć regularne skurcze, no ale że ich nie było, umówiliśmy się, że była to godzina 2.00, ponieważ wtedy zaczęły się coraz częstsze skurcze:)
Jako, że nawet tydzień po porodzie miałam ogromne zaniki pamięci co do jego przebiegu, to teraz, po ponad miesiącu jest jeszcze gorzej... Niby coś tam pamiętam, ale wszystko się miesza i nie wiem jak to po kolei było. Mate był ze mną, ale po tej całej pielęgnacji Maleństwa, zmierzeniu itp, powiedzieli, że może ją wziąć. Dlatego dalsza relacja może być nieco chaotyczna ;)

Do szpitala zgłosiłam się z 7dmio centymetrowym rozwarciem, i tak się zatrzymało. Wody nie chciały odejść. Strasznie trudno oddychało mi się 'do brzucha', no nie dało się..
Dostałam zastrzyk, który miał nieco uśmierzyć ból i przyśpieszyć rozwarcie. Wcale bym go nie chciała, ale położna upierała się, że mi da zastrzyk albo czopka, ale zastrzyk lepszy. To się zgodziłam:) jednak różnicy w bólu nie było, a i rozwarcie długo się nie zmieniało (jak się okazało była to oksytocyna;)).
Trochę leżałam, potem odważyłam się wskoczyć na piłkę, jednak jak szybko wskoczyłam tak szybko zeskoczyłam, bo było mi strasznie nie wygodnie na niej.. Już lepiej mi było na zwykłym krzesełku, choć gdyby jeszcze się trochę bujało, byłoby jeszcze lepiej ;) Chodziłam dużo... Mate się śmiał, że gdyby mnie teraz filmował to bym nie uwierzyła w to co robię, a jednak ja widziałam o tym, że muszę wyglądać komicznie, chodząc jak koczkodan, wyginając się w różnych pozach itp ;P Między skurczami sama się z tego śmiałam ;) Podczas skurczy mówić nie dałam rady, jedynie gdy jeden się zbliżał, wydusiłam z siebie 'niech ona do mnie kiedy stara powie' (czy coś w tym stylu;)).
Zbliżała się godzina 7.00 czyli zmiana położnych. Przyszła druga, również bardzo fajna babeczka :) Ta z kolei preferowała czopki na przyśpieszenie rozwarcia... Pytała też panią doktor, która gdzieś tam mignęła, czy może mi podać kroplówkę w razie czego.. Uhh wtedy byłam gotowa przyjąć jeszcze ze 4 zastrzyki i 8 czopków;P
Na szczęście obeszło się bez kroplówki uf:) Jednak pęcherz płodowy musiałam mieć przebity, bo wody dalej odejść nie chciały:) Wiem, że po odejściu wód poczułam różnicę w skurczach, jednak nie pamiętam w którą stronę... Chyba były mocniejsze, ale wtedy już dało się oddychać 'do brzucha' :)
Przy skurczach partych miałam masakrę. Mówią, że te są lżejsze, ja jednak czułam inaczej. Oczywiście w momencie kiedy parłam to był luzik, ale poza tym to bolało strasznie. No i ciężko w sumie było przeć. Wolałam krzyczeć w niebogłosy ;P Po upomnieniu, że jak będę krzyczeć to nie urodzę, bo parcie jest nie efektywne trochę się opamiętałam. Jednak i tak było mi ciężko. W pewnym momencie straciłam sił, nie dałam rady, mówiłam, że ja źle to robię, że nie potrafię, że nie mam już sił.. W mojej głowie pojawiały się pytania I CO TERAZ??? Ale położna wraz z innymi nagromadzonymi tam ludźmi (nie wiem skąd ich się tyle wzięło, bo pod koniec miałam oczy zamknięte, tylko raz na chwile otwarłam... i w momentach przerw kiedy to Mate podawał mi wodę do picia ) mówili, że bardzo dobrze mi idzie. Anielską cierpliwość miała ta kobietka:)
W pewnym momencie położna powiedziała, że już widać, że będzie czarnulka i że mogę dotknąć jej główki:) ależ była cieplutka..
Niedługo po tym, usłyszałam, że mam się postarać, bo teraz będziemy rodzić główkę (jakie BĘDZIEMY??? to ja SAMA wciąż rodziłam! ;P ). Trochę się przestraszyłam, że jak ja to zrobię, jak nie mam siły, ale spięłam się w sobie... iii... wydałam z siebie taki niesamowity dźwięk, że podczas jego wydobywania się ze mnie sama się dziwiłam co to jest... (okazało się potem, że przez te moje krzyki, dziewczyna, która pod koniec mojego porodu znalazła się na łóżku obok [za parawanem] miała ochotę uciec i się rozpłakała...) i... nagle słyszę krótki, cichy płacz!! Okazało się, że moja córeczka się już urodziła! A ja myślałam, że naprawdę urodzę tylko główkę, a reszta przy następnym skurczu ;) Tylko jak by to było, jakby ona tak wisiała tą główką.. ;P wtedy o tym nie myślałam ;P
Gdy Lila przestała płakać (a raczej kwilić) zapytałam 'czemu ona nie płacze?!?!' na co ktoś mi odpowiedział, że niby czemu ma płakać i że filmów się naoglądałam chyba ;)
Położyli mi ją na brzuszku, taką malutką, cieplutką, kochaną... Dotykałam ją i jęczałam do Mate 'spójrz jaka malutka, o rany, o jacie, o bosz.. (itp)'
. Wcześniej zakładałam, że na pewno w tej chwili się popłaczę, a ja tylko jęczałam ze zdumienia:) Choć byłam wzruszona i nie dowierzałam, że Ona jest taka maleńka, kochana, delikatna....

Noi po tej chwili, pamiętam tylko, że na pewno zakręciło mi się w głowie przy rodzeniu łożyska, a dalej... no właśnie. Pamiętam co było dalej, ale to jest takie pomieszane...
Pamiętam,
-że mówili do Mate, że może wziąć dziecko i wyjechać z sali,
-mi wstrzyknęli coś do welflonu, bardzo mnie zaczęła po tym ręka piec, spanikowałam i wystraszona informowałam o tym pielęgniarki, ale uspokajały mnie, że jak nie chcę żeby mnie bolało to musi poszczypać...
-na czas szycia mnie uśpili (to chyba to co mnie tak piekło)
-obudziłam się przed czasem, ale nie bolało aż tak mocno (w sumie chyba z całego porodu najbardziej bolało nacięcie, którego niestety nie uniknęłam;/ niby na skurczu a i tak krzyczałam z bólu i musieli chyba na dwa razy to zrobić, bo za pierwszym przestałam przeć..)
-na sali było mnóstwo ludzi, gdy się wybudziłam,
-próbowałam żartować po przebudzeniu, że ja się tyle męczyłam a mąż od tak wziął sobie dziecko i gdzie on jest (haha..., ale nie wiem czy mi się to nie śniło, bo nikt chyba mnie nie słyszał;p), myślałam, że zabrał Małą na chwilę do mojej mamy (która po 12godzinnej nocnej zmianie w pracy szybko pojechała do domu wziąć co potrzebne i przyjechać do mnie), ale on już nie wrócił na tą salę;P

Więcej nie pamiętam chyba.. Teraz tak myślę, że w tej relacji zabrakło informacji o łóżku, na którym leżałam, które przepołowiło się na czas porodu, którym mogłam sterować, ale nie to było mi wtedy w głowie (za to później sobie obiłam i wciąż bawiłam si tymi guziczkami;) ), i o mojej mamie właśnie.. Która mimo zakazów musiała wejść na chwilę na sale porodową, położna ją wygoniła oczywiście (bo tylko jedna osoba mogła być ze mną), choć gdyby nie zbliżający się skurcz pewno została by tam chwile dłużej ;)

Po wszystkim wywieźli mnie do sali poporodowej, w której odwiedzała mnie położna pytając jak się czuję, mierząc ciśnienie itp.. I z której zabrali mą dziecinę do szczepienia... i chyba sobie o nas zapomnieli, bo aż moja mama musiała iść szukać dziecka, które jak się okazało zostawione było samo w jakiejś sali (tak zrozumiałam mamę.. ).


Ogólnie wszystko wspominam bardzo dobrze:)) i od pierwszych chwil po porodzie si dziwiłam, że to właśnie to miało być takie straszne i bolesne... a wcale nie było. Tzn. bolało jak cholera, no ale błagam.. choć może na prawdę pomogło mi to, że często mam silne bóle brzucha, a w dzieciństwie codziennie skręcałam się z tego bólu..
Lepiej jak mnie boli, gdy wiem, że tak ma być, niż jak boli a ja nie wiem czemu i czy to normalne ;)

Choć jestem pewna, że w następnej ciąży też będę się bała porodu ;P

czwartek, 2 sierpnia 2012

Na imię mi.... (import.)

Lilianka ;)

'Skąd wy wzięliście to imię?'
'Nigdy nie słyszałam o takim imieniu'
'Kto wpadł na taki pomysł?'
'Jaaaak? ;O '

o takie reakcje spotykaliśmy, przy informowaniu o tym, jak na imię ma nasz Kurczaczek. Nie wiem, dla mnie to imię jak każde. Myślę, że nie jest to imię typu Dżesika, Nikola, a także typu Helena, Antonina (choć te drugie też mi się podoba, ale Mate był przeciwny). Normalne imię takie jak Kasia, Ania czy Karolina.
Jednak często się zastanawiałam jak ludzie je pojmują. Że jest oryginalne to wiem, osobiście nie znam żadnej Lilianny (no, może Lilę, ale nie osobiście;)), ale o to też chodziło.

Od wieków twierdziłam, że moja córka nazywać się będzie Oliwia. Imię dalej mi się podoba, ale no... za dużo ich już jest, co nie? :)
Chociaż wciąż ta Oliwia i Lilianka nam po głowie chodziły, nieważne jakie inne imiona braliśmy pod uwagę..

Gdy w większym gronie dyskutowaliśmy o imieniu dla naszej córeczki (oczywiście wciąż brałam pod uwagę, że to może jednak synek będzie... ale wtedy na 80% byłam pewna, że w takim razie będzie Marcel ;) ) bardzo się denerwowałam, gdy mówiłam o jakimś imieniu i słyszałam 'eee nie, znałam/em taką jedną.. głupia była'. No bosz, co mnie obchodzi, że ktoś głupi był, tak? Moje dziecko to moje dziecko i wtedy to imię byłoby kojarzone z kimś fajnym ( ;DD ).
Prawie do końca ciąży bałam się myśleć o imieniu, żeby nie zapeszyć. W pierwszej ciąży od razu wiedziałam, że będzie Mikołaj... i źle się skończyła.

Po wyjściu ze szpitala Mate wciąż mnie ponaglał, żebym podjęła jakąś decyzje, bo chciał już zgłosić nasze Maleństwo do USC. (niby ja miałam wybrać imię, ale to była na zasadzie :
Ja: Antosia
M: nie, bo w szkole będą wołać Antonina
Ja: Ada
M: nie...
Ja: Jagódka
M: nie...
Ja: Oliwia...
M: (ulga i radość na twarzy) ;DDD
Ja: ... albo może Liliana ?
M: :S

Kiedy w końcu doszliśmy do tego, że będzie to Lilianka, pojawiło się pytanie Liliana czy Lilianna? I do dziś się zastanawiam czy Lilianna to dobry wybór. Liliana łatwiej się odmienia. Ale dwa N w końcu tylko na papierku są :) Dla mnie to i tak nasza Lilusia :)

Trudno mi było w końcu wybrać, bo po pierwsze ja nie lubię wybierać, zazwyczaj gdy mam coś wybrać to nie mam nic bo wciąż się zastanawiam.. a po drugie wybór imienia to ważna sprawa. Jak w horoskopy zazwyczaj nie wierzę, tak w znaczenie tego, co mówi o nas imię wierzę.. ;) Może nie w 100%, ale zazwyczaj się sprawdza :) Choć teraz, w czasach internetu... na każdej stronie piszą co innego;/

Lilianna – jest symbolem czystości. Intuicyjna, wrażliwa, delikatna. Sprawiedliwa. Często poświęca się dla swojej rodziny.

Imieniny: 4 września ( mój 4ty dzień miesiąca... 4 września zaczęliśmy być ze sobą ;) ).


Lilianna
Na zewnątrz jest pełna majestatu, wysoko nosząca głowę, umie rozkazywać, w razie potrzeby wykazując dużo sprytu. Umie też cudownie przystosowywać się do sytuacji nawet najbardziej szokujących, „zaliczając” najsilniejsze ciosy i nie tracąc spokoju – chyba że nadchodzi chwila zemsty... Nie mówi wszystkiego, co myśli, i nie zawsze robi to, co mówi.

Jest nadzwyczaj opanowana, nie ulega wpływom. Nie należy jednak ulegać pozorom, bo będzie próbowała zbić innych z tropu dwuznacznym zachowaniem. Aby lepiej bronić swych interesów, gotowa jest udawać, że nie rozumie, czy nie może wykonać tego, czego się od niej wymaga. Reaguje głównie w warstwie słownej, blefując, ale również usiłuje posłużyć się innymi. Jej reakcje, odwleczone w czasie, mogą być niebezpieczne. Nie cofnie się przed niczym, by narzucić innym swe zdanie! Ma przy tym w życiu dużo szczęścia i w głębi duszy ufa mu. Wyobraźnia nie dorównuje jej inteligencji,toteż chętnie przywłaszcza sobie cudze pomysły.

Rozwinięta intuicja pozwala jej dobrze dobierać ludzi, którymi się otacza. Potrafi z wielkim wyczuciem zapoznawać z sobą ludzi, a nawet swatać! To bezlitosna obserwatorka. Ciekawość może popychać ją do niedyskrecji. Wprawia w zakłopotanie partnera, który nie bardzo wie, z kim ma do czynienia. Kim jest ta chłodna, zaskakująca piękność? Nieraz jest niedostępna. Chciałaby się rzucić w ramiona tych, których kocha, ale dwoistość charakteru hamuje ją i blokuje. Okazuje pewien chłód, nie ma ciepłego kontaktu z bliskimi. Przez całe życie będzie budzić najwyższe namiętności, bądź najstraszniejsze krytyki. Ale… czyż to nie jest właśnie sukces?




Imię: Liliana
Opis: według legend kwiat lilii miał wyrosnąć z łez Ewy opłakującej wygnanie z raju , lilia stała się symbolem niewinności, czystości i nadziei , była godłem francuskiej monarchii.



Świętej Lilianny/Liliany raczej nie ma, szkoda (chyba, że ktoś zna;> ) Jednak jest przypowieść o Lilianie


Także oficjalnie przedstawiam Liliannę Aleksandrę (drugie imię po matce chrzestnej ;) ).