Dziękuję wszystkim za gratulacje i dobre słowa :)
Żyjemy sobie spokojnie we trójkę, dziś zaliczyliśmy pierwszą wizytę położnej, rozwiała niektóre nasze wątpliwości.. Największy problem z ubieraniem Maleństwa mieliśmy, bo niby taki upał, ale przecież taka Kruszynka tylko leży, wszystko taki delikatne...
Ale już wiemy:) Trochę przesadziliśmy w stronę przegrzania ;P
Tak krótko na temat porodu:) M. był cały czas ze mną od początku:) W sumie zaliczyłam szpital dwa razy, za pierwszym mnie odesłali, bo KTG skurczy nie wykryło, USG też w porządku (pojechaliśmy, bo krwawiłam lekko, czop zaczął odchodzić). Powiedziano mi, że jeszcze kilka dni mi zostało. Przyjechaliśmy do domu i pomału zaczynałam czuć skurcze, myśląc, że to nie skurcze. W ogóle opisy skurczy jakie znałam nic mi nie dały - nie były regularne, były różnorodne (raz brzuch, raz plecy, raz to i to itp), krótkie, wcale nie czułam bólu jak na okres, noi... podczas skurczu potrafiłam się śmiać, więc chyba nie był jakieś mega bolesne (no, może te przy końcu, ale to już bardziej zmęczenie mi przeszkadzało..)
Na razie tyle, postaram się później bardziej szczegółowo to opisać, żeby pamiętać na przyszłość :)
Tymczasem.. tak cholernie tęsknię za brzuszkiem! Kocham te Maleństwo, które tak słodko śpi w tej chwili, ale nie czuję żeby to był ten sam człowiekczek, który siedział w brzuszku. Bo jak ona się tam zmieściła ? Niby taka kruszyna, no ale gdzie w takim małym brzuchu ;P
Nie sprawia mi wielkiej radości, że już po tysiąc razy nie muszę odwiedzać toalety w nocy, że mogę spać na brzuchu (w sumie to się odzwyczaiłam..), że mogę normalnie wstać z łóżka bez jęków, bólów, ogólnie jak słonica..
Smutno mi że nie mogę już głaskać tej wielkiej bomby, że pępek już nie jest taki płaski i naciągnięty (uwielbiałam go;P ), że już nikt się nie rozpycha, nie kopie...
W ostatnich dniach ciąży słuchałam namiętnie każdej wersji tej piosenki:
Jak ją teraz puściłam... aż niemożliwe, że mogę jej słuchać sama... Zawsze robiłyśmy to we dwie!
A jak pierwszy raz puściłam Maleństwu Muzykę Bobasa, którą też często w ciąży słuchałam, no to się poryczałam...
Gdzie ten brzuchol...
czwartek, 5 lipca 2012
poniedziałek, 2 lipca 2012
Maleństwo ! (import.)
Jesteśmy we trójkę :)
29 czerwca o 9.00
na świat przyszła Nasza córeczka :)
3350 gr. , 55 cm.
Dzisiaj wróciłyśmy do domku, więcej napiszę za niedługo :)
29 czerwca o 9.00
na świat przyszła Nasza córeczka :)
3350 gr. , 55 cm.
Dzisiaj wróciłyśmy do domku, więcej napiszę za niedługo :)
sobota, 23 czerwca 2012
poniedziałek, 18 czerwca 2012
(import.)
To teraz na zapas już nie śpię. Teraz myślę, że jak będę spać to nie urodzę. Tzn. opóźnię akcję porodową. Noi, że M. po 5 do pracy jedzie.. to ja szybciutko znów zasypiam.. Na pytanie czy się dobrze czuję odpowiadam 'tak, tylko mnie brzuch trochę boli, i niedobrze mi jest i gardło boli (bo w nocy tyyyyyle lodów zjadłam, inaczej bym się roztopiła, tak gorąco...)'
No to mężul ze spokojem mógł iść pracować ;-)
i tak śpię ile wlezie... I dziś pomyślałam, że może będę się kładła ok. 3 w nocy ? To może do 15stej pośpię.. A co jak mój plan nie wypali i mi wody odejdą przez sen jak siostrze?
W ogóle co mi zależy.. kiedyś kobiety rodziły bez facetów i było dobrze. A ja, takie ciepłe kluchy, sama być nie mogę? Najgorzej to z podróżą do szpitala.. No bo jak z sąsiadem którymś, to mi głupio będzie w pampersie (stwierdziłam, że żadne podpaski, założę pampersa w razie czego nie?), głupio mi będzie wyć z bólu i mu tłumaczyć, że jak mam skurcz to każdą dziurę czuję 15 razy bardziej (tak jest jak mi brzuch twardnieje, albo jak mi niedobrze.. ) i ma je omijać ale tak żeby nie szarpać.. I szukać z nim izby przyjęć? Bo cóż z tego, że tam do szkoły rodzenia chodziłam, na zwiedzanie się nie załapałam.. Zawiodłam się na tej szkole.. w moim rodzinnym mieście trwa ona 3 miesiące!! O takiej szkole marzyłam, a nie, że miesiąc i że w ławeczkach będziemy siedzieć... Nieważne.
Albo karetkę mam wzywać? Tu jedynie co mnie kusi to jazda na sygnale ołjea :)
Ale może w tym czasie będą bardziej potrzebujący jej ludzie? A ja do porodu karetkę wezmę? No jak to.. I co, zadzwonię i powiem 'proszę karetkę na ul... bo rodzę i jestem sama w domu bo mąż na kopalni!' .... i co, weźmie mi ten sanitariusz torbę? Nawet dwie, bo do jednej się nie zmieściłam... A co z psiakiem zrobię? Jak będzie skakał po nim.. uczę go, żeby nie skakał, ale to jak ja wchodzę do domu. Musi siedzieć i dostaje ciasteczko wtedy. M. mówi, że to bez sensu, ale ja wierzę, że go nauczę tak ;)
Takie oto mam problemy na kilkanaście dni przed planowanym porodem. I choć mocno czuję, że urodzę pod koniec tego tygodnia (jak już urodzę, to zdradzę czemu tak myślałam... ), to jednak nie musi to być week.. I może jak ONI nie chcą dać urlopu, który kazali planować pod koniec zeszłego roku, obiecali, ugadywali... to może z tych nerwów ktoś się rozchoruje? I będę spokojniejsza?
Jedyny plus z tego wszystkiego to taki, że strach przed samotnością wygrywa z każdym innym. I już nie pamiętam, że to ma boleć i że będę potem w szpitalu leżeć, i że jak ja sobie poradzę ;P
A tymczasem idę malować oczy, dobrze, że mam dwa, bo dwa tusze muszę przetestować ;D
No to mężul ze spokojem mógł iść pracować ;-)
i tak śpię ile wlezie... I dziś pomyślałam, że może będę się kładła ok. 3 w nocy ? To może do 15stej pośpię.. A co jak mój plan nie wypali i mi wody odejdą przez sen jak siostrze?
W ogóle co mi zależy.. kiedyś kobiety rodziły bez facetów i było dobrze. A ja, takie ciepłe kluchy, sama być nie mogę? Najgorzej to z podróżą do szpitala.. No bo jak z sąsiadem którymś, to mi głupio będzie w pampersie (stwierdziłam, że żadne podpaski, założę pampersa w razie czego nie?), głupio mi będzie wyć z bólu i mu tłumaczyć, że jak mam skurcz to każdą dziurę czuję 15 razy bardziej (tak jest jak mi brzuch twardnieje, albo jak mi niedobrze.. ) i ma je omijać ale tak żeby nie szarpać.. I szukać z nim izby przyjęć? Bo cóż z tego, że tam do szkoły rodzenia chodziłam, na zwiedzanie się nie załapałam.. Zawiodłam się na tej szkole.. w moim rodzinnym mieście trwa ona 3 miesiące!! O takiej szkole marzyłam, a nie, że miesiąc i że w ławeczkach będziemy siedzieć... Nieważne.
Albo karetkę mam wzywać? Tu jedynie co mnie kusi to jazda na sygnale ołjea :)
Ale może w tym czasie będą bardziej potrzebujący jej ludzie? A ja do porodu karetkę wezmę? No jak to.. I co, zadzwonię i powiem 'proszę karetkę na ul... bo rodzę i jestem sama w domu bo mąż na kopalni!' .... i co, weźmie mi ten sanitariusz torbę? Nawet dwie, bo do jednej się nie zmieściłam... A co z psiakiem zrobię? Jak będzie skakał po nim.. uczę go, żeby nie skakał, ale to jak ja wchodzę do domu. Musi siedzieć i dostaje ciasteczko wtedy. M. mówi, że to bez sensu, ale ja wierzę, że go nauczę tak ;)
Takie oto mam problemy na kilkanaście dni przed planowanym porodem. I choć mocno czuję, że urodzę pod koniec tego tygodnia (jak już urodzę, to zdradzę czemu tak myślałam... ), to jednak nie musi to być week.. I może jak ONI nie chcą dać urlopu, który kazali planować pod koniec zeszłego roku, obiecali, ugadywali... to może z tych nerwów ktoś się rozchoruje? I będę spokojniejsza?
Jedyny plus z tego wszystkiego to taki, że strach przed samotnością wygrywa z każdym innym. I już nie pamiętam, że to ma boleć i że będę potem w szpitalu leżeć, i że jak ja sobie poradzę ;P
A tymczasem idę malować oczy, dobrze, że mam dwa, bo dwa tusze muszę przetestować ;D
sobota, 16 czerwca 2012
Na zapas się nie wyśpisz (import)
Mimo wszystko próbuję ;) I gdyby nie ten mikroskopijny pęcherz, na pewno by mi się udało.
Wieści ostatnio niezbyt dobre się pojawiły. I u gina, i w pracy u M.. Nie wiem jak można wciąż się na coś umawiać, a potem mieć to gdzieś. Niedawno zaczęłam zauważać, że w MIARĘ fer kopalnia zaczęła się zachowywać. Ale nic nie trwa wiecznie. Także zaczynam przywykać do myśli, że i w czasie porodu mogę być sama. Przynajmniej bez niego.. Muszę opracować jakiś plan w razie czego ;)
Ale są też dobre nowiny:) Łóżeczko zamówione, rzeczy dla Maleństwa przybywa, słońce świeci..
Tyle, że mimo braku sił i częstego nicnierobienia nie mam nawet kiedy na herbatkę do sąsiadki wyskoczyć ;) Choć to raczej z racji braku sił właśnie :)
Tak mi dobrze... mimo wszystko :) nawet gdy nadchodzą myśli, że nie dam rady.. w końcu mam tę garstkę ludzi wokół, którzy są i będą i dają do zrozumienia, że nie jestem sama z tym wszystkim :) Wystarczą oni plus ten malutki bąbel w brzuchu i świat nabiera barw :)
Wieści ostatnio niezbyt dobre się pojawiły. I u gina, i w pracy u M.. Nie wiem jak można wciąż się na coś umawiać, a potem mieć to gdzieś. Niedawno zaczęłam zauważać, że w MIARĘ fer kopalnia zaczęła się zachowywać. Ale nic nie trwa wiecznie. Także zaczynam przywykać do myśli, że i w czasie porodu mogę być sama. Przynajmniej bez niego.. Muszę opracować jakiś plan w razie czego ;)
Ale są też dobre nowiny:) Łóżeczko zamówione, rzeczy dla Maleństwa przybywa, słońce świeci..
Tyle, że mimo braku sił i częstego nicnierobienia nie mam nawet kiedy na herbatkę do sąsiadki wyskoczyć ;) Choć to raczej z racji braku sił właśnie :)
Tak mi dobrze... mimo wszystko :) nawet gdy nadchodzą myśli, że nie dam rady.. w końcu mam tę garstkę ludzi wokół, którzy są i będą i dają do zrozumienia, że nie jestem sama z tym wszystkim :) Wystarczą oni plus ten malutki bąbel w brzuchu i świat nabiera barw :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
